Kiedy w 1996 roku przebywałem w Trójmieście i zwiedzałem różne atrakcje turystyczne - w szczególności miejsca upamiętniające narodziny wolnej Polski, zwłaszcza Gdańsk i Gdynię, postanowiłem także odwiedzić Sopot, ze słynną Operą Leśną, gdzie odbywają się Międzynarodowe Festiwale Piosenki. Podziwiając urok scenerii wkomponowanej w piękno natury i okalającego ją drzewostanu, przypomniałem sobie, że gdzieś w Sopocie mój rodak - kapłan ziemi brzeskiej, co by nie powiedzieć, mój sąsiad - ks. Zygmunt Toboła wybudował kościół. Opatrzność Boża sprawiła, że pytając przechodnia o drogę do owego kościoła, właśnie znajdowałem się w bliskiej odległości od miejsca, do którego chciałem podążyć.
Kościół parafialny pw. Św. Bernarda z Clairvaux w Sopocie, wybudowany przez ks. Zygmunta Tobołę
Była niedziela, godziny południowe. Idąc drogą, w górę od Opery Leśnej pomiędzy drzewami, które tworzą wspaniały zespół parkowy, słyszałem w oddali odgłos dzwonów bijących na Anioł Pański - przez cały czas nie widząc jeszcze kościoła, który niemal cały jest przykryty koronami drzew. Istniejący drzewostan został tak wkomponowany w projekt architektoniczny, że sprawia wrażenie jakby drzewa wyrastały ze schodów prowadzących do głównego wejścia. Wreszcie dotarłem do celu i wszedłem do niewielkiego kościółka, w którym właśnie dobiegała końca sprawowana niedzielna Eucharystia. Usiadłem w ławce i w zadumie słuchając Słowa Bożego przez moment chciałem być uczestnikiem kończącej się właśnie Mszy św. W pewnym momencie moją uwagę zwrócił siedzący niedaleko mnie mężczyzna, który łudząco podobny był do jednego z braci Kaczyńskich. Jak sądzę - moja obecność została przez niego zauważona. Do dziś pamiętam spojrzenie "Tego Pana" w moją stronę, w którym widać było strach i nieufność wobec "tajemniczego obserwatora". W końcu Lech Kaczyński był czołowym działaczem opozycyjnym, współtwórcą Solidarności, wielokrotnie inwigilowanym i obserwowanym w okresie PRL-u, przede wszystkim przez różnych agentów służb specjalnych. Co prawda po 1989 roku - w wyniku ustaleń Okrągłego Stołu, który zmienił ustrój społeczny i polityczny kraju - Polska stała się państwem w pełni suwerennym i demokratycznym, niemniej jednak widać było, że nieufność i ograniczone zaufanie do nieznajomych nadal pozostało. Właśnie dobiegała końca Msza św. i po odśpiewaniu Anioł Pański, wierni zaczęli opuszczać świątynię. Aby móc w spokoju obejrzeć i podziwiać dzieło, które wybudował "Bogu na chwałę i ludziom na pożytek" ks. Zygmunt Toboła, postanowiłem jeszcze przez chwilę pozostać w ciszy i zadumie, polecając Miłosiernemu Bogu duszę śp. ks. Zygmunta. Zauważyłem, że siedzący niedaleko mnie "wiadomy Pan" także nie opuszcza świątyni, tylko w ciszy i skupieniu odmawia modlitwę, przez cały czas bacznie obserwując moje zachowanie. W pewnym momencie niemal jednocześnie udaliśmy się w kierunku głównego wyjścia.
Marek Białka z parafii św. Floriana w Uszwi i Lech Kaczyński przed kościołem św. Bernarda z Clairvaux w Sopocie (1996)
Widząc obawę na twarzy człowieka, którego - co jest faktem - obserwowałem, podszedłem do niego i przedstawiłem się, zapewniając przy tym jednocześnie, że nie jestem żadnym informatorem na cudzych usługach. Nawiązała się między nami krótka i serdeczna rozmowa, w której przedstawiłem Mu, że właśnie przyjechałem z drugiego końca Polski, tzn. rodzinnej parafii USZEW, gdzie urodził się i wychowywał ks. Zygmunt Toboła - tutejszy proboszcz, założyciel parafii i budowniczy tegoż kościoła, którego piękno i architekturę wspólnie mogliśmy podziwiać. Pan Lech Kaczyński bardzo ciepło i serdecznie wypowiadał się o księdzu Zygmuncie, którego osobiście znał i który z takim oddaniem i zaangażowaniem najpierw tworzył wspólnotę parafialną, a następnie w ekspresowym tempie wybudował kościół. Pan Kaczyński podkreślił także, że mieszka w Sopocie i przynależy właśnie do parafii i kościoła pw. św. Bernarda z Clairvaux, której proboszczem był ks. Zygmunt Toboła. Wspominał wiele dni spędzonych wspólnie ze "swoim duszpasterzem", który opowiadał mu o diecezji tarnowskiej, a także o swojej rodzinnej parafii USZEW, położonej na drugim końcu Polski. Lech Kaczyński dodał, że w miarę możliwości uczestniczył i wspierał budowę świątyni parafialnej. Na zakończenie naszej rozmowy poszliśmy do grobu ks. Zygmunta Toboły, który mieści się w posadzce bocznej kaplicy kościoła i w chwili zadumy odmówiliśmy modlitwę za duszę ks. Zygmunta, nie kryjąc przy tym wzruszenia i mimowolnie wyciskających się z oczu łez.
Grób księdza Zygmunta Toboły w bocznej kaplicy kościoła parafialnego
Jaka zapewne byłaby dla Niego radość, na przypadającą również w 2006 r. roku 30-tą rocznicę otrzymania święceń kapłańskich, że Lech Kaczyński - Jego parafianin, którego karmił Słowem Bożym i uświęcał mocą udzielanych mu sakramentów - został właśnie demokratycznie wybrany najważniejszą osobą w Państwie. Myślę, że parafia USZEW ma wielki powód do dumy, że człowiek wywodzący się właśnie z tej niewielkiej wspólnoty w diecezji tarnowskiej, poszedł za głosem swojego powołania i tak gorliwie służył kościołowi lokalnemu w diecezji gdańskiej. Utworzył nową parafię i wybudował piękny i niepowtarzalny architektonicznie kościół. Dziękując Bogu za dar powołania i posługi kapłańskiej ks. Zygmunta Toboły, polecajmy Miłosierdziu Bożemu Jego duszę, jednocześnie nie zapominając o ciągłych modlitwach w Jego intencji.